Jakub Kocząb
Jakub to najpiękniejsze imię na świecie

            To, o czym będę tu pisał, nie na najmniejszego nawet związku z jakimkolwiek Jakubem. Nawet żadnego z bohaterów tak nie nazwę. A odpowiedź na pytanie, dlaczego taki tytuł dałem jest prosta - gdy ta książka będzie już stała w każdym domu, na honorowym miejscu w biblioteczce, każdemu rzuci się w oczy tytuł, który będzie wymalowany fluorescencyjną farbą, aby nawet po ciemku nikt go nie ominął. Gdy tak już będzie, kto każdy, gdy usłyszy imię Jakub, odruchowo skojarzy to ze stwierdzeniem, że to najpiękniejsze imię. Genialny plan. A teraz przejdę do opowieści.

Więcej…

 


Jakub Kocząb
Kalectwo się szerzy wśród polskiej młodzieży

                  Kalectwo! Kalectwo i debilizm! Te dwa słowa cisną mi się na usta, gdy tylko pomyślę  o moich rówieśnikach, którzy zaliczają się do tak zwanej młodzieży.

                  Chodzę do II gimnazjum, we wsi obok, i nie mam możliwości zmiany klasy ani szkoły, bo w promieniu pięćdziesięciu kilometrów nie ma żadnej innej. Tak w ogóle, to tu, gdzie mieszkam, nie ma nic oprócz szkoły i sklepu spożywczego „Stonka”, gdzie wszystko podobno jest najtaniej. Po zastanowieniu, jest to prawda, bo jest to jedyne miejsce, gdzie można coś kupić do jedzenia, a potem skonsumować bez żadnych skutków ubocznych i wizyty u lekarza bądź farmaceuty. A wracając do mojej klasy (słowa mojej użyłem celowo, gdyż jestem jedynym homo sapiensem, który funkcjonuje w pełnym znaczeniu tego słowa - myślę i rządzę głupim ludem, bo takim się najłatwiej manipuluje i nie obawia się zagrożenia), to chodzi do niej oprócz mnie pięć dziewczyn i dwunastu chłopaków, którzy dzielą się na sześciu, co grają tylko w piłkę nożną, i drugą szóstkę, co nic nie robi albo się nudzi (czasami też łączą te dwie czynności). Z całego grona tylko ja zdaję sobie sprawę z zagrożenia i powagi sytuacji. Tylko ja wiem, co nas czeka, jeśli coś się nie powiedzie i tylko ja jestem przygotowany na nieunikniony atak Orków! Cała reszta kpi sobie z tego i mi nie wierzy, ale nie mam do nich wielkich pretensji, w końcu to zwykli ludzie, a mi, jako Półelfowi przypada obowiązek chronienia tej skarłowaciałej rasy. Dopiero jak zostaniemy zaatakowani przez plugawych Orków, to mi uwierzą i przyjdą do mnie po pomoc. A ja im jej udzielę i wcielę ich do swojej armii. W mojej prywatnej kuźni (niektórzy nazywają to miejsce garażem) wykułem bronie i jestem gotów uzbroić dwudziesto osobowy oddział. Ale zanim wymyślę napiszę o inwazji Orków, opowiem co nieco o moich kolegach z klasy. 

Więcej…

 


Maksymilian Stefański
Limeryk

Raz pewien mężczyzna z Wałbrzycha

Stanowczo stwierdził, że ledwo dycha

Ze zdumienia tak go zaparło

Że aż życie z niego wydarło

Odtąd nie dycha nieboszczyk z Wałbrzycha

 


Monika Sowa

Utopia

  I miejsce w IX Międzyszkolnym Konkursie Literackim "Nie piszę do szuflady" 2012

Kiedy doszła
władza do rąk Platona,
wkraczając w państwo idealne
jak każdy stanąłem przed Szacowną Radą
z 24 filozofów
z 1 skryby
z 1 protokolanta.

Na imię- Altemir, na zawód- poeta
odpowiedziałem
radując się w duszy z porządku rzeczy.

Synu Skamandra, niestety- wygnanie.
Podarowane są ci na drogę:
pomarańcze w liczbie 2,
monety w liczbie 1,
kurze pióro w liczbie pół.

Już nie sobą, pomyślałem
„O losie! Jak przyszło mi żyć w tym państwie idealnym?”

Zaprotokołować.

 


Monika Sowa

Adwent

 I miejsce w IX Międzyszkolnym Konkursie Literackim "Nie piszę do szuflady" 2012

pierniki skruszone
lampiony oświecone
w rodzinie wygoda

radosne niedoczekanie