Aleksandra Kowalczyk
Czarownice w kopalni

Dawno, dawno temu, na Śląsku, kiedy na węgiel mówiono „wongel”, a na kopalnię „gruba”, miały miejsce tajemnicze, zdumiewające wydarzenia.

Do jednej z kopalń w powiecie tarnogórskim przybył młody chłopak z Podlasia, Janek. Musiał porzucić rodzinne strony, bo od dłuższego czasu nie mógł znaleźć tam pracy, która pozwoliłaby jemu i jego bliskim żyć spokojnie, bez zamartwiania się o przyszłość. Janek nigdy wcześniej nie był na Śląsku, więc  nie wiedział nic o tutejszych zwyczajach, a zwłaszcza o pracy pod ziemią. Jako że był człowiekiem pogodnym i otwartym, już pierwszego dnia na kopalni zaprzyjaźnił się z pracującymi tam górnikami. Byli to mężczyźni doświadczeni i nieco starsi od Janka. Opowiedzieli mu o świętej Barbarze, opiekunce górników, Skarbniku pojawiającym się pod różnymi postaciami oraz o złośliwych czarownicach… Podobno złe wiedźmy plątały górnikom korytarze i myliły drogi, niestety nikt nie wiedział dlaczego. Janek nie wiązał tych niesamowitych opowieści z rzeczywistością, interesowały go tylko uczciwie zarobione pieniądze. Chciał przecież wspomóc biedną rodzinę.

Kiedy w końcu wraz ze swoimi towarzyszami dotarł drewnianą, skrzypiącą windą pod ziemię, ogarnął go niepokój. Wokół panowała niemal zupełna ciemność i tylko małe latarenki górników delikatnie oświetlały czarne, kręte korytarze.  Janek nie chciał, by strach zupełnie nim zawładnął, więc powiedział sam do siebie, dodając sobie animuszu:

- Ot, zwyczajny dzień pracy!

Metoda okazała się skuteczna, młody górnik zapomniał o nękających go lękach i rozpoczął ciężką pracę. Po paru godzinach kopania, Janek usłyszał gong oznaczający koniec szychty. Chcąc jak najprędzej wrócić do domu, pognał ku szybowi, gdzie znajdowała się stara drewniana winda. Jakież było jego zdziwienie, gdy zamiast szybu zobaczył kolejny długi korytarz. Krążył po kopalni wiele godzin, zrozpaczony i  przemęczony szukał wyjścia z ciemnego „labiryntu”. Nagle zobaczył przed sobą tak długo poszukiwany szyb. Był w całkiem innym miejscu niż być powinien! Janek szybko wskoczył do skrzypiącej windy i wyjechał na powierzchnię.

Nikomu nie opowiedział o swej przygodzie, bo  już po parunastu minutach nie był pewien, czy to przydarzyło mu się naprawdę, czy może wyobraźnia spłatała mu złośliwego figla. 

- Może tylko mi się zdawało... przecież w kopalni łatwo jest się zgubić – pomyślał i szybkim krokiem ruszył ku pobliskim  familokom, gdzie wynajmował skromny pokoik.

Następny dzień również przyniósł młodemu górnikowi niespodziankę.

Po pracy spotkało go to samo co dzień wcześniej. Tym razem był już naprawdę  przerażony. Długo kluczył, zanim dobiegł do miejsca, gdzie  powinien być szyb. Pomyślał, że skoro odnalezienie go jest takie trudne, to pewnie z jakiegoś powodu… Chociaż był już bardzo zmęczony, chwycił za kilof i zaczął raz po raz uderzać w brunatne podłoże. Był bardzo zdumiony, gdy pod warstwą ziemi ujrzał wspaniałe złoża srebra. Nie wierzył własnym oczom. Szybko wydostał się na powierzchnię i powiadomił o tym innych górników. Starzy pracownicy kopalni nie mogli zrozumieć jak chłopak, o tak małym doświadczeniu, mógł uczynić coś tak wielkiego. Niedługo potem rozpoczęto masowe wydobycie tego cennego kruszcu. Kopalnia szybko stała się sławna, Janek zresztą również. Młody chłopak nie chciał jednak rozgłosu, niechętnie rozmawiał o swoim odkryciu,  nie wywyższał się i nie pysznił, pracował ciężko i uczciwie.

Nadeszła zima. Janek regularnie wspomagał rodzinę pieniędzmi i dawno już zapomniał o wydarzeniu, którym żyła cała okolica. Pewnego razu, gdy jak co dzień zjechał do kopalni, nagle usłyszał dziwny, metaliczny głos:

- Brawo, nie wziąłeś bogactwa dla siebie, cenisz sobie uczciwą pracę                 i jako jedyny nie odprawiasz modłów, by odpędzić nas – czarownice... Przekonałeś się, że nie chcemy przeszkadzać górnikom, staramy się im pomóc. Zostałeś już za to nagrodzony, pamiętasz? Ale nie pysznisz się  swoimi dokonaniami, więc nagrodzimy cię podwójnie... Wróć teraz do domu, a zastaniesz tam wielkie bogactwo.

Nagle rozstąpił się przed Jankiem korytarz prowadzący do szybu.                    W okamgnieniu chłopak znalazł się w windzie, która  szybciej niż zwykle wywiozła go  na powierzchnię. 

Chłopak, tak jak polecił mu tajemniczy głos, pobiegł do domu, ciekaw co zobaczy w swojej izbie. Spodziewał się wielkich bogactw, ogromnych pieniędzy, które już na zawsze odmienią los jego rodziny..., jednak niczego takiego nie zastał. Nie zdążył pomyśleć o tym, co się stało, gdy nagle poczuł potężne tąpnięcie. Zaniepokojony pobiegł w kierunku kopalni. Im bardziej się do niej zbliżał, tym większe miał obawy, że stało się coś złego.

Wokół szybu nerwowo biegali jacyś ludzie, inni stali nieruchomo, tak jakby ktoś zamienił ich w kamienne posągi.

- Co się stało? –zapytał Janek.

- Co? Zawalił się strop, wszyscy zginęli...

Chłopak był zdruzgotany, dotarło do niego, że stracił wielu przyjaciół.

Zrozumiał też, że  „złe” czarownice podarowały mu coś cenniejszego niż pieniądze - podarowały mu życie...