Kinga Zasada

W pół

Kryształowe fale łez rozbijające się o kontury czarnych rzęs
Dreszcz
Przy pękniętych strukturach lustrzanych marzeń bez odbicia
Bez pokrycia
Słowa powyrywane z kontekstów
Szarych myśli krążących pośród uliczek rozpływających się
Od deszczu
Bezkres uczuć kołysanych w rytmie serca
Pękniętego
Okrywanego kolejną twardą łuną
Z powodu której runą
Kolejne szanse na beztroski kształt uśmiechu
Światopogląd
Zarysowany różanymi kolorami
Bez pośpiechu
Bez (roz)czarowań fałszerstwem podtrutych
Jadem rozpalającym wszelkie ludzkie zachowania
Odruchy
I chęci pozostania w azylu dla miłości
Pomiędzy bezpieczeństwem zarysowanym
Wśród ramion rozpraszających przykrości
Dających możliwości
Na świat zbudowany pod filarami zaufania
Pod skołtunionym niebem kłótni nieprzeżytych
Bez rozczarowania
Kształtujące się po jednym spojrzeniu w błękit
Dużych oczu
Skrytych pod wachlarzem czarnych rzęs
Miękkich
Amortyzujących każdy upadek z wysokich chmur (nie)wiecznej radości
Jedno spojrzenie sprowadzające całe życie w najczarniejszy dół
Ratujące posklejane taśmą serce bez zagrożenia pęknięcia
W pół